Rzut oka za kulisy techniki rowerów elektrycznych
W zeszłym tygodniu przyszedł do nas do sklepu klient i powiedział: „Nie rozumiem tego wszystkiego. Dlaczego rower elektryczny jeździ tak inaczej niż mój stary rower?” Słuszne pytanie! Dlatego dziś zabiorę was na małą wycieczkę po wnętrzu waszego elektrycznego towarzysza.
Silnik – tam dzieje się magia
Szczerze mówiąc, na początku też myślałem, że silnik to silnik. Nic bardziej mylnego! Pozycja ma ogromne znaczenie.
Silnik środkowy – mój osobisty faworyt Znajduje się tam, gdzie zwykle są wasze pedały. Na pierwszy rzut oka brzmi dziwnie, ale jest genialnie przemyślany. Ciężar jest idealnie wyważony na środku, a gdy przemierzacie Berlin, prawie nie czujecie różnicy w porównaniu z normalnym rowerem. Tyle że nagle podjeżdżacie pod każdy podjazd bez zadyszki.
Sam od trzech lat jeżdżę do pracy z silnikiem środkowym. Z Prenzlauer Berg do Mitte, codziennie. I muszę powiedzieć: to po prostu dobrze się czuje.
Silnik tylni – dla sportowców wśród was Popycha was od tyłu. Dość bezpośrednio, dość mocno. Kolega przysięga na to – lubi to uczucie „popychania”. Jest też cichszy niż większość innych silników.
Silnik przedni – coraz rzadszy Dziś prawie się go nie widuje. Ciągnie z przodu, ale na mokrej nawierzchni (a w Berlinie mamy jej pod dostatkiem) przednie koło może się ślizgać.
Co do siły: mierzy się ją w niutonometrach. Brzmi skomplikowanie, ale jest proste. Więcej Nm = więcej mocy pod górę. Na Berlin wystarczy 50-60 Nm. Chyba że planujecie regularne wyprawy w Alpy – wtedy warto mieć więcej.
Akumulator – wasze źródło energii
Tu robi się ciekawie, bo co drugi klient pyta: „A jak daleko dojadę?”
Pojemność podana jest w watogodzinach (Wh). Im wyższa, tym więcej energii. Ale – i to ważne – rzeczywisty zasięg zależy od wielu czynników, więc nigdy nie podaję konkretnego dystansu.
Przykład z życia: w zeszłym miesiącu miałem dwóch klientów z identycznymi rowerami elektrycznymi (akumulator 500 Wh). Jeden przejechał 80 kilometrów, drugi tylko 45. Dlaczego? Pierwszy jechał spokojnie w trybie oszczędnym, drugi pędził w trybie turbo i do tego miał wiatr w twarz.
Moje zasady praktyczne:
- 400 Wh: całkowicie wystarczające do jazdy po mieście
- 500-600 Wh: jeśli chcecie czasem wyjechać za miasto
- 700+ Wh: dla długodystansowców lub ciężkich rowerów elektrycznych
Wielu nie wie: akumulatory nie lubią ani bardzo niskich, ani bardzo wysokich temperatur. Zimą najlepiej nie zostawiać roweru elektrycznego na zewnątrz.
Elektronika – mózg całej układanki
Tu robi się technicznie, ale postaram się wyjaśnić prosto.
Kontroler To właściwie komputer waszego roweru elektrycznego. Ukryty, ale kluczowy. Decyduje, kiedy silnik się włącza i jak mocno wspomaga.
Czujniki – żeby wasz rower „rozumiał”, czego chcecie
Czujnik kadencji: Wykrywa, że kręcicie pedałami. Prosty i niezawodny, ale czasem trochę szarpie przy ruszaniu. Nic złego, można się przyzwyczaić.
Czujnik momentu obrotowego: To Rolls-Royce wśród czujników. Mierzy nie tylko, czy pedałujecie, ale też jak mocno. Efekt jest tak płynny, że zapominacie, że jedziecie na rowerze elektrycznym.
Kiedyś klient powiedział: „Myślałem, że mój silnik jest zepsuty, bo go w ogóle nie czuję.” Dokładnie o to chodzi!
Wyświetlacz – wasze stanowisko dowodzenia
Kiedyś wyświetlacze były malutkie i pokazywały tylko stan baterii. Dziś to małe komputery. Prędkość, przejechany dystans, czasem nawet nawigacja GPS.
Moja rada: nie potrzebujecie najdroższego wyświetlacza. Podstawowe funkcje zwykle wystarczą. Zaoszczędzone pieniądze lepiej przeznaczyć na lepszy silnik lub akumulator.
Dlaczego to wszystko do siebie pasuje
Piękno nowoczesnych rowerów elektrycznych polega na tym, że gdy wszystko jest dobrze dopasowane, zapominacie o całej technice. Wsiadacie, jedziecie i myślicie tylko: „Cholera, dlaczego nie zacząłem jeździć na rowerze elektrycznym wcześniej?”
Doświadczam tego codziennie w naszym sklepie. Klienci wchodzą sceptyczni („Czy to nie oszustwo?”) i wychodzą z uśmiechem na twarzy.
Moje podsumowanie po latach w branży rowerów elektrycznych
Technika jest dziś tak dopracowana, że nie musicie się niczym martwić. Dobry rower elektryczny po prostu działa. Kropka.
Ale: dajcie się doradzić! Każdy jeździ inaczej, każdy ma inne potrzeby. To, co jest idealne dla mojego kolegi, może nie pasować wam.
Jeśli macie pytania – wiecie, gdzie nas znaleźć. I tak, jazdy próbne są zawsze możliwe. Zwykle to właśnie wtedy zapada decyzja.
PS: W przyszłym tygodniu napiszę o pielęgnacji roweru elektrycznego zimą. Zapowiedź: to mniej skomplikowane, niż myślicie.